piątek, 28 marca 2014

Odcinek 82 Somepony to Watch Over Me

Nie wiem jak sparodiować nazwę dzisiejszego odcinka. Nawet z tłumaczeniem miałem problem. Ale nazwa w naszym ojczystym języku brzmiałaby coś ala "Ktoś kto o mnie dba". I znowu niepewność. Nazwa brzmi jakby chodziło o kogoś kto nie potrafi sam o siebie zadbać - CMC? Oby nie. Mam nadzieję, że w końcu dzisiaj się rozpiszę, a nie jak w ubiegłych dwóch odcinkach, kiedy modliłem się aby to był już koniec.

No i jak zwykle chyba wykrakałem. Pierwsze sekundy odcinka już pokazują tę zgraję bachorów. Kiedyś MLP było lepsze. Lepsze bo nie było CMC. Były prawdziwe i realistyczne problemy nękające współczesne społeczeństwa a nie pierdolenie o Chopenie przez trzy niedorozwinięte umysłowo, zakompleksione klaczki, których nikt nie lubi. Tak. To był świetny okres w serialu.

Apple Bloom zostaje sama w domu na jakieś popołudnie czy coś tam. Już w dzisiejszym odcinku "Apple Bloom sama w domu", czyli tradycyjny dla wszystkich Equestriańskich rodzin film puszczany w okresie wigilijnym. Ja pierdolę. Jak to będzie parodia "Kevina" to stracę resztki szacunku do tych, którzy to wymyślili.

Applejack i MacWieśniak wyruszają na super hardkorową wyprawę do "trudno dostępnych" miast w Equestrii. Plusem tego odcinka może być to, że chyba nieco uzupełnimy białe plamy na mapie Equestrii. Każda poszlaka i każde miasteczko jest na wagę złota! A minusem, że 3/4 aktualnych map Ekwestrji się zdeaktualizuje. No cóż. MLP daje i odbiera.

Nieważne. Twórcy chyba jednak nam nie pokażą tych nowych miejsc, a będzie tylko o tych 3 popierdolonych, małych, upośledzonych źrebakach. Fuck this odcinek. Trzeci odcinek z rzędu w którym jest CMC albo coś jeszcze gorszego. No nic trzeba to przeboleć.

Komórka na kapelusze i kokardy. Jebłem.
Super - nadopiekuńcza Applejack wraca i rozpierdala wszelkie plany zrobienia super domówki dla nikogo, bo Applebloom nie ma przyjaciół w drobny mak. Na Apple Bloom spada jedzenie. Wielokrotnie.

Jeden kask to za mało? Weź dwa! A z innej beczki to te kaski wyglądają jak robot błagający aby ktoś go dobił.
Zjebana piosenka CMC. Przemilczę ocenę. Apple Bloom ucieka z chaty przed tą psychopatką. Idzie na samobójczą misję dostawy jakichś tam ciast. Oczywiście twórcy nie uwzględnili tego, że Apple Bloom nie ma pojęcia dokąd ma iść. Wbudowali jej GPS'a chyba w tym kasku. Pardon. Jednak ma mapę. Wycofuję wszystkie kalumnie rzucone w stronę twórców.

Wybuchające ogniem bagna w Equestrii! Jak słodko. Czyżby rodzina Apple dostarcza swoje super słodkie jabłeczniczki do Mordoru? Tak, to jedyne sensowne wyjaśnienie. 

Chimero-wężo-lwo-koziorożco-coś atakuje biedną Apple Bloom. No nareszcie. Już widzę te nagłówki " zginęła z jabłecznikiem w ręku", albo "Mordor wypowiada wojnę Equestrii. Powszechna mobilizacja". 

Mniam! Nie zapomnijcie o ziemniaczkach!
Applejack na ratunek! Nasza farmerka amatorsko zajmuje się polowaniem na demony. Ognioodporne skarpetki (a właściwie buty). Rozkładane krzesło na lwy!  Nie no nie wytrzymię.

Wielki ratunek bzdury bzdury. Podsumowanie odcinka bzdury bzdury bzdury. Ale walka z Chimerą była całkiem ciekawa no nie mogę powiedzieć, że nie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz